Dlaczego poszłam na demostrację?
Białe róże. Świece. Flagi Polski, Unii Europejskiej, a nawet Kalifornii! Mnóstwo ludzi. Seniorzy i seniorki, rodzice z dziećmi w wózkach, rowerzyści. Zajmują całą ulicę wiodącą z Alei Ujazdowskich pod gmach polskiego sejmu. Nie mogą podejść bliżej, bo kilka miesięcy wcześniej budynki parlamentu zostały odgrodzone żelaznymi barierami. Obywatele i obywatelki intonują hymn Polski. Potem wołają: Wolne Sądy! i Chcemy weta!
Sejm właśnie uchwalił ustawę, według której minister sprawiedliwości będzie miał wpływ na powoływanie sędziów Sądu Najwyższego. Ustawa ewidentnie łamie zasadę trójpodziału władzy, która obowiązywała w Polsce już w XVI wieku! Jestem wśród protestujących. Kiedy śpiewam hymn, myślę o moim dziadku, który w czasie II wojny światowej walczył z totalitarnym reżimem narodowych socjalistów okupujących Polskę. Wspomnienie o nim daje mi siłę, by walczyć o zachowanie zasad liberalnej demokracji w dzisiejszej Polsce.
Jako dziecko każdego lata, odwiedzając dom dziadków w małej, nadbużańskiej wiosce, słuchałam opowieści o wojnie. Dziadek był w partyzantce. W Batalionach Chłopskich. Przez kilka miesięcy mieszkał w lesie. W tym czasie babcia przeżyła atak ukraińskich nacjonalistów na wieś. W czasie tego ataku zginął brat dziadka. Był jedną z kilkudziesięciu ofiar nacjonalistów.
Jako dorosła kobieta obiecałam sobie, że będę walczyć przeciwko wszelkim przejawom nacjonalizmu, totalitaryzmu i przemocy, aby historia, którą przeżyli moi bliscy, już się nie powtórzyła. Wierzyłam, że człowiek świadomy, to człowiek dobry, dlatego młodzież powinna poznać historię ofiar II wojny światowej.
Miałam dwadzieścia lat, kiedy zaczęłam pracować jako wolontariuszka w Muzeum Powstania Warszawskiego. Prowadziłam wywiady z osobami, które przeżyły powstanie jako żołnierze lub cywile. Ci wspaniali ludzie nauczyli mnie, na czym polega patriotyzm.
Patriotyzm to miłość. To nie wyświechtany frazes o miłości do ojczyzny, ale szczera życzliwość wobec współobywateli zamieszkujących ten sam kraj. Patriotyzm moich powstańców objawiał się na różne sposoby. W czasie okupacji ukrywali współobywateli pochodzenia żydowskiego i ścigali donosicieli. W czasie powstania dzielili się z towarzyszami broni skromnymi racjami żywnościowymi, opatrywali rannych, pomagali cywilom w ewakuacji. Po wojnie siedzieli w komunistycznych więzieniach, bo nie chcieli donosić na kolegów. Odbudowywali Warszawę, pracowali w fabrykach, sklepach, szkołach. Byli po prostu przyzwoitymi obywatelami.
Obecnie jedna z uczestniczek Powstania Warszawskiego jest twarzą manifestacji w obronie niezależności sądów. Zainspirowana jej postawą, poszłam pod gmach polskiego sejmu…
Dzień 22 lipca, który kiedyś komuniści świętowali jako rocznicę wprowadzenia w Polsce czerwonego reżimu, upłynął na protestach w obronie niezawisłości sądownictwa. Kilka dni później prezydent zawetował dwie ustawy, które przekreślały niezależność władzy sądowniczej od wykonawczej. Prezydenckie weto nie zakończyło jednak protestów. Wciąż toczyły się dyskusje na temat ustawy o reformie sądów cywilnych.
Moi przyjaciele zebrali się pod pałacem prezydenckim z nadzieją na trzecie weto. Przynieśli transparenty z napisem KONSTYTUCJA. Słowa Ty i JA celowo były wyróżnione, ponieważ walka w obronie podstawowych zasad ustrojowych zapisanych w konstytucji to wspólna sprawa. Atmosfera na demonstracji była ciepła, ludyczna, pełna nadziei. Na pobliskiej scenie zorganizowano występy muzyków. Tłum śpiewał z artystami i skandował hasło: Trzecie weto.
W pewnym momencie jeden z piosenkarzy został zmuszony do tego, żeby zejść ze sceny, ponieważ hejtował partię rządzącą. Na manifestacji nie było miejsca na nienawiść. Paweł Apostoł napisał: Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj. Te słowa towarzyszyły antykomunistycznej opozycji, która w pokojowy sposób obaliła reżim. Te słowa kierują dziś ludźmi dbającymi o przestrzeganie zasad demokracji w Polsce. Dla mnie są drogowskazem w życiu.
Komentarze
Prześlij komentarz